Reklama

Droga z Białegostoku do Ameryki, czyli „Odnajdywanie ojczyzny” Lecha Foremskiego (recenzja)

Data:

- Reklama -

„Odnajdywanie ojczyzny” Lecha Foremskiego to fascynująca podróż do wnętrza duszy emigranta, ukazana poprzez trzydzieści frapujących opowiadań. Książka wyróżnia się doskonałym stylem pisarskim, dynamiczną narracją oraz obrazowymi wspomnieniami, które przenoszą czytelnika w różne zakątki świata – od Białegostoku po Amerykę.

Pierwsza część tej literackiej podróży przenosi nas do nostalgicznego obrazu białostockiej dzielnicy Bojary z dzieciństwa autora. Choć los podarował Foremskiemu nową ojczyznę za oceanem, to wciąż wraca on myślami do świata, który już przeminął, pozostawiając jedynie fantomy wspomnień. To zgrabnie napisane wspomnienie stanowi solidny fundament dla zrozumienia głębszych warstw emigracyjnej rzeczywistości.

Druga część książki to zapis pierwszych lat emigracyjnej rzeczywistości, konfrontacji z nieznanym światem i nowymi zasadami. Autor zadaje pytania, które dotykają istoty emigracyjnego życia – jak odnaleźć swoje miejsce na obczyźnie, czy wyrzec się dotychczasowej tożsamości, czy też dać się zamknąć w „polskim getcie”. Wrażliwość i niezwykły dar obserwacji pozwalają Foremskiemu uchwycić istotę życia w świecie, który nie daje nic za darmo.

Książka ukazuje emigrację jako coś więcej niż turystyczną wycieczkę, skupiając się na chęci przeniesienia utraconego świata w nową rzeczywistość. Foremski nie unika trudnych pytań i wyzwań, przed jakimi stają emigranci, co czyni tę lekturę niezwykle autentyczną.

„Odnajdywanie ojczyzny” to zdecydowanie godna polecenia książka dla tych, którzy pragną lepiej zrozumieć życie emigranta oraz odkryć różne oblicza poszukiwań tożsamości w obcym kraju.

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Novae Res i jest dostępna w sprzedaży na stronie: https://bit.ly/Odnajdywanie_ojczyzny

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res 3 naszych czytelników może wygrać egzemplarze najnowszej książki Lecha Foremskiego. Aby wziąć udział w losowaniu, wystarczy do 10marca do godz. 10.00 wysłać do nas mailem: redakcja@niebywalesuwalki.pl odpowiedź: Prosimy wymienić 3 tytuły książek poruszających temat emigracji.

Książki wygrywają: Małgorzata Czerucka, Adam Bolewski, Justyna Kowalewska.


O autorze: Lech Foremski – białostoczanin urodzony w 1951 roku, mieszkający w USA od 1982 roku. Felietonista, współtwórca reportaży radiowych, autor słuchowisk, tłumacz i lektor. Autor zbioru opowiadań Bękart oraz powieści obyczajowych Wyspa w kałuży i Czas szarej tęczy.


Fragment książki – opowiadanie „Kamienica”:

(…) Piętro niżej w bardzo obszernym, ładnym lokalu z balkonem mieszkało małżeństwo B., z upośledzonym  zespołem Downa chłopczykiem. Rodzice starali się zapewnić swojemu dziecku najwyższy z możliwych standard życia. Matka chłopca używała różnych forteli, aby dzieci z podwórka były zainteresowane osobą jej Mareczka. Pani Maria – takie imię nosiła mama chłopczyka – miała w swoim repertuarze niezwykle kuszące oferty, wabiące nas jak muchy na lep w tym celu, aby jej synek miał to, czego potrzebuje każde normalne dziecko, czyli relacje z rówieśnikami. Wynagrodzeniem za dotrzymanie mu towarzystwa były cukierki czekoladowe, czasem jako wielki bonus cała czekolada, no i skarb z najwyższej półki – pomarańcza. Pomarańcze dla zwykłych śmiertelników były dostępne wyłącznie w okresie świąt Bożego Narodzenia, ale dla Pani B. takie ograniczenia nie istniały i miała je w różnych porach roku. Nietrudno się domyślić, że jej synek nie cierpiał na brak towarzystwa. Dzieciarnia łasa na wszelkie frykasy ofiarowała mu w zamian swoje obłudne zainteresowanie. Jakkolwiek byśmy to oceniali, zapobiegliwość rodziców upośledzonego chłopczyka odznaczała się nadzwyczajną pomysłowością. Troszczyli się, by nie cierpiał z powodu odrzucenia i samotności.
Ojciec Mareczka niemal każdego wieczoru urządzał w mieszkaniu, a czasem w upalne dni na podwórzu, projekcję przezroczy. Już o godzinie ósmej cała podwórkowa dziatwa cisnęła się na schodach, w pośpiechu zdejmując buty i stając na bosaka przed drzwiami mieszkania pani Marii. Ten higieniczny reżym obejmujący pragnących wejść na seans bajek był spowodowany tym, iż pani Maria była kobietą pedantycznie czystą.

Mój ojciec komentował ten nadzwyczajny stan rzeczy stwierdzeniem: „U pani Marii możesz w białych spodniach usiąść na piecu do gotowania i jeszcze tymi białymi spodniami zabrudzić jej ten piec”. Dlatego dzieci pokornie ustawiały się w kolejce do wielkiej miednicy, w której pani Maria myła pachnącym mydłem umorusane buzie i ręce. Czyniła to wszystko wyłącznie z powodu jej nadzwyczajnej pedanterii i troski o czystość własnego mieszkania. Następnie każde dziecko dostawało cukierek, który miał być zjedzony,
a papierek wyrzucony do kosza. Po tej ceremonii mogła się rozpocząć projekcja bajek. Pan B. odczytywał napisy pod obrazkami przezroczy, a my przeżywaliśmy wspaniałe przygody Kozuchy Kłamczuchy, Waligóry i Wyrwidęba oraz bohaterów wielu innych wspaniałych bajek.

(…) I tak pewnego dnia usłyszeliśmy dziwną wiadomość: pan B., ojciec Mareczka, nie żyje! Pierwszy raz usłyszałem, że ktoś, kogo znałem, lubiłem i dotykałem, jest martwy. Kto teraz będzie nam wyświetlał przezrocza, do kogo będziemy wieczorami chodzili? Były to pytania, na które w żaden sposób nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Dzieci na podwórzu były smutne, żaden hałas nie zakłócał spokoju, mówiliśmy do siebie szeptem, a dorośli wychodząc z mieszkania państwa B., ocierali chusteczką łzy. Chodnik obok naszego domu był zasłany świerkowymi gałązkami, które jak drogowskazy prowadziły do mieszkania zmarłego. Zapach świeżego świerku rozlewał się po całej okolicy, oznajmiając w ten sposób żałobę.

(…) Po ceremoniach pogrzebowych pani Maria prawie każdego tygodnia odwiedzała grób męża. Ponieważ zabierała ze sobą Mareczka, to szukała dla niego jakiegoś towarzystwa. Bardzo często los uśmiechał się do mnie i mogłem towarzyszyć wdowie i jej synkowi w drodze na cmentarz. Pani Maria zamawiała wówczas dorożkę, którą jechaliśmy w odwiedziny do jej zmarłego męża. Wdowa, jak przystało na wdowę, ubrana była w czerń, a jej twarz zakrywała czarna woalka. Ja i Mareczek, także odświętnie ubrani, dostojnie wsiadaliśmy do dorożki. Gdy po raz pierwszy powiedziano mi, że pojadę z panią Marią, by odwiedzić zmarłego pana B., przed oczami mojej wyobraźni stanął niecodzienny widok. Wyobrażałem sobie stojącego przy swoim grobie zmarłego, oczekującego na przybycie gości. (…)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Udostępnij:

Reklama

Najczęściej czytane

Przeczytaj więcej
Powiązane

Wygraj egzemplarze książki „Poza szlakiem” Barbary Korytkowskiej (recenzja)

Czy można zakochać się na nowo z sercem rozerwanym...

Recenzja książki „Buldożer” autorstwa Moniki Brańskiej (konkurs)

"Buldożer" to intrygujący thriller, który prowadzi czytelnika przez zakamarki...

Najnowsza książka Edgara Hryniewickiego już w sprzedaży

Z przyjemnością prezentujemy recenzję najnowszej książki Edgara Hryniewickiego -...