W Muzeum Okręgowym w Suwałkach można oglądać wyjątkową i zarazem nietypową wystawę czasową „Czas powrócony. Śladami Alfreda Wierusz-Kowalskiego” autorstwa Sylwii Makris. To artystyczna podróż, w której współczesność dotyka XIX wieku, w którym żył i tworzył słynny „monachijczyk”, a fotografia przeplata się z malarstwem.
Kurator wystawy, kustosz Eliza Ptaszyńska, podkreśla już na wstępie: – Wystawa jest nietypowa. Jest bardzo mocno w duchu Wierusza, ale jednak to nie jest Wierusz. To inspiracja. To próba odpowiedzi na pytanie, jaka byłaby dzisiaj twórczość Alfreda Wierusz-Kowalskiego, gdyby artysta żył współcześnie.
Sylwia Makris, artystka urodzona w Gdyni, od lat mieszkająca i tworząca w Monachium, zaczynała jako rzeźbiarka. Z czasem jej najważniejszym medium stała się fotografia – choć sama nazywa swoje prace „obrazami”.
Eliza Ptaszyńska tak wyjaśnia proces tworzenia artystki: – To praca wielopoziomowa. Najpierw jest pomysł, układ, model. Potem powstaje fotografia, wiele fotografii. Następnie praca cyfrowa – nie przerabianie, a modyfikacja. I dopiero na końcu wydruk oraz opracowanie malarskie. Artystka tworzy obrazy, tak je nazywa.
Makris od lat pracuje z dawnym malarstwem, jednak zwykle prowadzi swoje inspiracje daleko – w stronę scenografii, kreacji i symbolu.
Skąd pomysł na projekt o Wieruszu?
Jak wspomina Eliza Ptaszyńska, impuls wyszedł jeszcze podczas rozmów w Warszawie, gdy szukała informacji o rodzinie artysty: – Powiedziałam, że chciałabym kiedyś pokazać Wierusza inaczej. Bo on był nowoczesny, świetnie wykorzystywał prasę i ówczesne metody promocji. A ja zawsze pokazuję go w tym XIX-wiecznym malarstwie. I wtedy usłyszałam: „Jest taka artystka, Sylwia Makris, może pani się spodoba to, co robi”.
Kontakt został nawiązany. Artystka – która wcześniej nie znała Suwalszczyzny – przyjęła zaproszenie Fundacji im. Alfreda Wierusz-Kowalskiego.
Plenery w Monachium i na Suwalszczyźnie
Sylwia Makris rozpoczęła pracę nad projektem w Monachium – mieście, z którym Wierusz był związany przez większość życia. Tam powstała pierwsza część zdjęć.
W lipcu artystka przyjechała na cztery dni do Suwałk. – Pierwszego dnia zwiedzaliśmy Suwalszczyznę, a potem zaczęły się intensywne zdjęcia. Trwały dwa dni. Współpracowali z nami potomkowie rodziny Wierusz-Kowalskich, ale też modele z Zespołu Pieśni i Tańca „Suwalszczyzna”. Bardzo nam pomogli, byli wspaniali, cierpliwi – wspomina E. Ptaszyńska. – Wytworzył się klimat, o którym można tylko marzyć. Trochę jak kolonie dla dorosłych artystów – żartuje kustoszka.
Na ekspozycję składają się 32 prace – efekt połączenia plenerów monachijskiego i suwalskiego. Widzowie mogą podążać dwiema ścieżkami: biograficzną – tworzą ją fotografie rodzinne i wizerunki Alfreda Wierusz-Kowalskiego oraz malarską – obrazy Makris: cyfrowo przetworzone fotografie, opracowane malarsko, odwołujące się do tematów i nastrojów twórczości artysty. To współczesna reinterpretacja motywów Wierusza, niekiedy bardzo bliska, innym razem swobodna i symboliczna.
Co dalej z wystawą?
Ekspozycja w Suwałkach jest pierwszą odsłoną projektu, ale – jak podkreśla kurator – na pewno nie ostatnią. – To był ogromny wysiłek organizacyjny i finansowy. Nie wyobrażam sobie, żeby ta wystawa trafiła do magazynu. Chcę ją pokazywać w różnych miejscach, tak jak naszą wystawę plenerową – mówi Eliza Ptaszyńska.
Zainteresowanie już jest. Wystaw trafi m.in. do: Muzeum Tradycji Szlacheckiej w Waplewie i Muzeum im. Bolesława Biegasa w Warszawie.
Ekspozycja powstała we współpracy Fundacji im. Alfreda Wierusza-Kowalskiego, Muzeum Okręgowego w Suwałkach, potomków rodu Wieruszów-Kowalskich oraz partnerów z Monachium i Suwalszczyzny. Prace są własnością Fundacji – w Suwałkach będzie można oglądać je do 31 grudnia 2025 r.
Fot. źródło: Muzeum Okręgowe w Suwałkach
















